News
Enter

 

Chorzy na własne życzenie

Napisany przez
Chorzy na własne życzenie

                              Według Światowej Organizacji Zdrowia nawet 70% chorób ma źródło w złym odżywianiu. Na liście chorób dietozależnych, prócz otyłości, cukrzycy drugiego typu i chorób krążenia, jest kilkadziesiąt nowotworów. Gdybyśmy chcieli słuchać lekarzy i ludzi nauki, żylibyśmy dłużej i o wiele bardziej komfortowo niż się to dzieje powszechnie.


Współczesna medycyna wyraźnie mówi: na 100 osób 70 nie ma prawa chorować! Nie ma prawa, bo ma materiał genetyczny chroniący przed chorobami. A jeżeli choruje, to na własne życzenie, bo prowadzi tryb życia i odżywiania wołający o pomstę do nieba – mówi prof. Marek Naruszewicz, kierownik Zakładu Farmakognozji na Wydziale Farmaceutycznym w warszawskiej Akademii Medycznej i prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Miażdżycą.


Według WHO nawet 70% chorób ma źródło w złym odżywianiu. Na liście chorób dietozależnych, prócz otyłości, cukrzycy drugiego typu i chorób krążenia, jest kilkadziesiąt nowotworów. Nie tylko tych kojarzonych z błędami w żywieniu, jak rak trzustki, żołądka czy jelita grubego, ale też płuc, piersi, macicy i prostaty.


Gdybyśmy chcieli słuchać lekarzy i ludzi nauki, to żylibyśmy dłużej i o wiele bardziej komfortowo niż się to dzieje powszechnie. Gdybyśmy chcieli naprawdę wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie w swoje ręce, to żywilibyśmy się tak, jak wymaga tego nasz organizm, a nie tak, jak chcemy. W żywieniu obowiązują żelazne zasady i nie przestrzeganie ich zawsze niesie ze sobą przykre konsekwencje. Nie chcemy jednak ani myśleć, ani pamiętać o tym, że za błędy żywieniowe i nieruchawy tryb życia zawsze w jakimś momencie zapłacimy. I to z reguły wysoką cenę. A często i najwyższą. Nie tylko my, ale i nasze dzieci. Oczywiście, są dzieci z podatnością genetyczną na pewne schorzenia, ale ta podatność często jest wynikiem postępowania nas, dorosłych.

 

                             Forum Profilaktyki

 

                              Gro Polaków umiera za wcześnie i choruje na poważne choroby zbyt często i za wcześnie… Wiele mówi się o prawidłowym odżywianiu i stylu życia. Aby propaganda prozdrowotna była skuteczna, musi być prowadzona nie tylko z ogromnym znawstwem tematu, ale i konsekwencją. I w sposób zrozumiały dla każdego zwykłego śmiertelnika. Trzeba też pozyskać sojuszników wśród partnerów chorych, ich krewnych, nagłaśniać problem przez radio, telewizję, prasę, edukować społeczeństwo już od dziecka. Przykładami skutecznej kampanii z udziałem mediów mogą być antytytoniowe kampanie w Kanadzie, USA i Anglii, australijska kampania propagująca aktywność fizyczną, prozdrowotna kampania w Finlandii.


                                    U nas wreszcie zaczyna się też coś dziać. Powstało Polskie Forum Profilaktyki Chorób Układu Krążenia. Na stronie internetowej www.pfp.edu.pl każdy może nie tylko znaleźć wskazówki i porady dotyczące ochrony serca i układu krążenia, ale i ocenić zagrażające mu ryzyko. Został powołany do życia Narodowy Program Profilaktyki i Leczenia Chorób Układu Sercowo-Naczyniowego POLKARD 2003-2005, finansowany ze środków Ministerstwa Zdrowia. Priorytetem jest w nim prewencja pierwotna, czyli mówiąc najprościej – edukacja, edukacja, edukacja. Od przedszkola do późnej starości. Lekarze nie mają wątpliwości, że większości zawałów i udarów mózgowych można by zapobiec. Gdyby tylko człowiek chciał wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie, a więc dbał o dietę, więcej się ruszał, schudł, rzucił palenie, dbał o zęby, szybciej decydował się wezwać pogotowie ratunkowe. Gdyby… Na razie co trzeci Polak pali, co drugi ma nadwagę, co szesnasty cukrzycę, ponad połowa ma nadciśnienie i się nie rusza przesiadając się z samochodu na fotel przed telewizorem czy krzesło przed komputerem. Zawał serca, udar mózgu, choroba wieńcowa – ich ofiarą pada 170 tysięcy Polaków rocznie. Nadumieralność mężczyzn jest u nas dwukrotnie wyższa niż w innych krajach europejskich; 24 – 63% panów znajduje się w grupie ryzyka. Wprowadzenie jak najszybciej w życie dobrych programów prewencyjnych to – jak podkreślają lekarze – racja stanu.


                              Bierzmy przykład z Clintona, który włączył się w zdrowotną akcję edukacyjną w szkołach – mówi prof. Marek Naruszewicz. – Prezydent USA propaguje aktywny tryb życia i nagłaśnia fakt, że jeśli spożycie kalorii nie spadnie o minimum 45 kalorii dziennie, otyłość poważnie zagrozi młodemu pokoleniu. I może się okazać, że po raz pierwszy w historii ludzkości młode pokolenie będzie żyć krócej niż pokolenie ich rodziców. Zalecenia dietetyczne nie mogą być wprowadzane hasłowo. Tu musi być konkretna wiedza i tę wiedzę trzeba zaszczepić społeczeństwu. Prosty przykład. Od pewnego czasu sporo mówi się o diecie Kwaśniewskiego. U niektórych osób stosujących tę dietę już po kilku miesiącach występują zaburzenia układu krążenia, dochodzi do nasilenia choroby wieńcowej, a także uszkodzenia wątroby. Dieta Kwaśniewskiego (Atkinsa) zawierająca małe ilości witamin z grupy B i witaminy C oraz biopierwiastków – na przykład potasu, wapnia i magnezu – jeszcze bardziej pogłębia niedobór kwasu foliowego. Jeśli pożywienie zawiera za mało kwasu foliowego, podnosi się poziom homocysteiny przyspieszającej rozwój miażdżycy. Wzrost stężenia homocysteiny nasila zagrażające zawałem serca i udarem mózgu procesy trombogenezy, czyli powstawania w naczyniach krwionośnych zakrzepów krwi – wynika z badań przeprowadzonych przez prof. Andrzeja Szczeklika i dr Teresę Barbarę Domagałę z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wysoki poziom homocysteiny zwiększa również ryzyko rozwoju schorzeń neurodegeneracyjnych, takich jak choroby Alzheimera i Parkinsona -ostrzegają neurolodzy.
No i sól – „biała śmierć”. Solimy więcej niż Anglicy i Francuzi razem wzięci! – irytuje się Profesor. – Dziennie zjadamy 4 łyżeczki soli, a powinniśmy najwyżej jedną. W Polsce na nadciśnienie choruje 9 milionów osób. W 30-40% przypadków przyczyną choroby jest nadmiar soli w diecie. O połowę mniej soli w diecie, a ryzyko nadciśnienia też spada o połowę, wynika z badań nad spożyciem soli Intersalt. Jednak pacjenci z nadciśnieniem wolą tylko łykać tabletki. W Polsce terapia nadciśnienia jest skuteczna w około 12% przypadków! To bardzo słaby wynik – alarmuje Profesor. – Chorzy wydają pieniądze na leki, ale nie zmieniają diety. A to podstawowy warunek powodzenia w leczeniu. Solne pułapki czyhają na nas wszędzie: obfite w sól są wędliny, wszelkie dania gotowe, chleb, konserwy, chipsy itd.
                               

                               Tylko co piąty Polak stosuje prawidłową dietę – mówi prof. Naruszewicz. – Czyli tę zbliżoną do śródziemnomorskiej. Z dużą ilością warzyw, owoców, olejów roślinnych, morskich ryb i produktów z pełnego ziarna. Zawarte w niej antyoksydanty, błonnik, zdrowe tłuszcze i białka to w połączeniu z wysiłkiem fizycznym najlepsza profilaktyka chorób cywilizacyjnych. Także nowotworowych. Wiadomo, że ryzyko raka piersi jest większe u kobiet, które jedzą dużo mięsa, mało warzyw, owoców, błonnika i są otyłe. Prawdopodobieństwo raka macicy rośnie u kobiet otyłych, a płuc u osób, które nie tylko palą, ale też stronią od zieleniny. Pamiętajmy też, że dobrze dobrana dieta działa jak lek. Zwiększa skuteczność leczenia farmakologicznego, pozwala zmniejszyć dawki leków. Dieta jest tańsza niż tabletki, nie ma skutków ubocznych i obniża „zły” cholesterol (LDL). Jedzenie pomoże wrócić do równowagi, jeśli zmienimy do niego podejście. Zamiast widzieć wroga winnego nadwagi i chorób, uczyńmy z niego sprzymierzeńca zdrowia. Wtedy polubimy to, co dla nas najlepsze. Tylko żadnej przesady! Umiar i zdrowy rozsądek to żelazna zasada zdrowego odżywiania i trybu życia. O wszystkim decydują proporcje. Na przykład wprowadzenie do diety bardzo dużej ilości kwasów omega-6, czyli wielonienasyconych kwasów pochodzenia roślinnego, może spowodować, że zaczną one zaburzać wchłanianie kwasów omega-3. Potrzebna jest szeroka edukacja społeczeństwa, ale i producentów żywności.

 

Szansa dla Młodego Serca

                          

                              Projekt Szansa dla Młodego Serca – SMS (www.sms.edu.pl), którego autorem jest prof. Marek Naruszewicz, ma na celu zwiększenie wiedzy i świadomości zdrowotnej dzieci i młodzieży – zwłaszcza w zakresie prewencji chorób sercowo-naczyniowych. Służą temu innowacyjne zajęcia edukacyjne dla uczniów piątych klas szkół podstawowych. Jest to jeden z kilku tego typu programów w Europie: opiera się na bezpośrednim zaangażowaniu największych autorytetów medycznych w zakresie kardiologii. Nauczyciele uzyskują najnowszą wiedzę – opartą na wytycznych światowych towarzystw zdrowotnych, zaś lekcje dla dzieci prowadzone są za pomocą środków multimedialnych i Internetu. Na podstawie pozostawionych w szkołach materiałach oraz sprawdzonych rozwiązań edukacyjnych, przeszkoleni nauczyciele będą mogli powielać i kontynuować program wśród kolejnych roczników dzieci – wyjaśnia Profesor. W projekcie uczestniczy 550 szkól podstawowych z całej Polski. Serwis www.sms.edu.pl powstał na zlecenie Ministerstwa Zdrowia. Ma on przede wszystkim nauczyć młodych ludzi dbania o swoje zdrowie i zdrowie najbliższych (to dzieci będą uczyły zdrowego gotowania swoje babcie i swoich rodziców – podkreśla Marek Naruszewicz), a więc na czym polega prawidłowe żywienie, jakie znaczenie ma wysiłek fizyczny, dlaczego palenie papierosów jest szkodliwe, jak radzić sobie ze stresem, by ten wyrządzał nam jak najmniej szkód.

 

Farmakognozja – powrót do natury?

 

                              Leki pochodzenia naturalnego mają dobrze udokumentowaną historię korzystania z nich czy to w medycynie ludowej, czy w starożytności, ale brakuje nowoczesnych badań molekularnych, czyli określenia miejsca ich działania w organizmie człowieka oraz oddziaływania na komórki. Najbardziej nam zależy na badaniach klinicznych, czyli na udowodnieniu działania leku na chorych wedle nowoczesnych zasad współczesnej medycyny – mówi prof. Naruszewicz. – Podajemy choremu placebo i lek pochodzenia naturalnego. Nowoczesnymi technikami oceniamy działanie leku na podstawie tych dwóch elementów. Wpływ leku na zdrowie człowieka minus efekt placebo, który zawsze istnieje. Tych badań nie ma. I możliwe, że długo jeszcze nie będzie. Dlaczego? Otóż, dochodowość leku naturalnego, który z reguły nie jest opatentowany, jest niska. Nie generuje się więc tyle pieniędzy, by pokryć z nich badania kliniczne. Istnieje wiele leków pochodzenia roślinnego, które po różnych modyfikacjach służą do leczenia nowotworów czy zwalczania wirusa ptasiej grypy. Jest możliwość opatentowania nowej chemicznej modyfikacji tych leków, co zwiększy ich opłacalność, ale czy w stopniu wystarczającym?


Postęp i coraz szersza wiedza odkrywają nieznane do tej pory właściwości niektórych preparatów. Tak jest np. w przypadku sylimarolu. A był pomysł, by ten lek w ogóle wycofać z produkcji! – mówi Profesor. – Tymczasem okazało się, że ma fenomenalne działania, których do tej pory nie znaliśmy. Działa na tzw. czynniki transkrypcyjne i może być w przyszłości lekiem, który zmniejsza lekooporność na leki antynowotworowe. Bardzo możliwe, że działa także przeciwmiażdżycowo, ale trzeba to udowodnić. Na razie mamy takie przekonanie – bardziej lub mniej podbudowane badaniami. Ile takich nieodkrytych czy nieujawnionych w specjalistycznych badaniach sekretów kryją jeszcze substancje naturalne w lekach?

 

Opracowano na podstawie www.sprawynauki.edu.pl „Chorzy na własne życzenie”
Autor: Justyna Hoffman-Wiśniewska

 

Zostaw komentarz

Skomentuj

* Imię:
* E-mail: (Nie publikowane)
   Strona www: (Adres strony zhttp://)
* Komentarz: